Rozdział 78

Dawno mnie nie było…Znowu 0_o Taki psychiczny rozdział daję,sama nie wiem co piszę xdd
_____________________________
***Oczami Narratora***
Kiedy Kendall wyszedł z pokoju,Dylan po prostu rzucił się na łóżko i zaczął rozmyślać.Nie wiedział czy ma dalej sprawaic
problemy,by poczuć się ‚fajny’,czy też dać sobie z tym spokój i zostać ułożonym uczniem.Problem w tym,że jego rówieśnicy
nie bardzo za nim przepadali,bo z samego początku,kiedy ich poznał był grzeczny.Dokuczając innym zostawał zauważany.A i tak
często Dylan był obiektem drwin.Bo słucha innej muzyki,jest nieśmiały,czy nawet z powodu innej fryzury.Nie lubił chodzić
do fryzjera,dlatego włosy zasłaniały mu już oczy.Dlatego inni nazywali go „Emolcem”.Nie znosił tego.Nie miał przecież z nic
wspólnego z ludźmi,którzy często okaleczają sami siebie.A może jednak miał z nimi coś wspólnego…?
Wyciągnął z pod łóżka żyletkę.Kilka razy ostrożnie obrócił ją w dłoni.Przyjżał jej się uważnie i stwierdził,że…jest ona czymś
mu potrzebnym.Jako,że miał dopiero piętnaście lat,nie rozumiał wielku rzeczy.Przyłożył żyletkę bliżej ręki.Jego serce waliło
jak dzwon,a oddech przyśpieszył.”Co ja właściwie robię!?”,te słowa przemykały mu się przez myśli.Nie chciał tego robić,był
tylko bardzo ciekawki i chciał spróbować,zobaczyć jak to jest.W końcu odważył się.Przyłożył ją bliżej ręki i delikatnie
przejechał nią po ręce.Krew zaczęła wolno wypływać z dość wielkiej rany.Przeraził się.Wrzucił narzędzie pod łóżko,podszedł
do biurka i wziął z niego chusteczki.Chwilę później przyłożył jedną z chusteczek do rany i patrzył jak wchłania ona jego
czerwoną krew.
-Chore…-Stwierdził.
Nie przynosiło ani żadnej ulgi,ani jakoś specjalnie nie pomagało.W tym momencie chłopak stwierdził,że więcej tego nie zrobi.
Chciał tylko zobaczyć jak to jest.Przekonał się sam i nie był z tego zadowolony.
-Dylan,jesteś tam??-Za drzwami słychać było głos Kendalla.
-…Jasne!
-Co tak cicho?-Zapytał zaniepokojony.
-Rozmyślam sobie po prostu.Daj mi trochę spokoju.
W tym momencie usłyszał kroki,co znaczyło,że jego opiekun już sobie odszedł.Ulga.
Kiedy tylko wytarł krew z ręki i jako tako przestała ona lecieć,założył bluzę,założył na plecy gitarę,otworzył okno i stanął
wpatrując się w głeboką przestrzeń.Za chwilę zaczął wychodzić przez to okno.Miał pokój na drugim piętrze,zszedł po kratce na roślinki
Kendalla.Kiedy już bezpiecznie wyszedł z domu ruszł gdzieś przed siebie.Było już dość ciemno,w końcu wieczór.Z każdym momentem
jego oddech stawał się coraz szybszy.Był lekko przerażony.Dość grzeczny chłopak,który wyszedł późno z domu na wielkie miasto,
o którym praktycznie nie miał pojęcia.Do tego dochodził strach,że w każdej chwili Kendall zauważyć może jego zniknięcie.Chłopak
ruszł w stronę parku.Przedarł przez niego dość szybko,wyglądał jakby kogoś szukał.Tak też było.Na murku siedziała dziewczyna w jego
wieku.Typowa nastolatka dwudziestego pierwszego wieku,ubrana w trampki,luźną koszulkę i krótkie szorty.Miała długie,brązowe włosy
sięgające jej do piersi.Była dziewczyną o wyjątkowej urodzie,chyba każdy w szkole za nią szalał.
-Cześć Jane.-Przywitał z uśmiechem.
-Hej.-Odwzajemniła uśmiech.
-Wiem,że jest dość późno na spotkania…-Zaczął.-Ale chciałbym spędzić z tobą trochę czasu.Godzinę,minutę,sekundę…To bez znaczenia.Chcę być tu z tobą.
-Słodki jesteś.-Odgarnęła mu grzywkę z czoła.
-Jane,ale powiedz mi wprost…Dlaczego nie możemy być razem?Staram się,jestem wręcz pewny,że się zakochałem.Chcę cię tylko trzymać za rękę.
-Dylan,jesteś naprawdę super chłopakiem,ale…ehh…Nie ważne.Kiedyś ci to wytłumaczę.
Zawsze,kiey on zaczynał ten sam temat rozmów,ona przerywała.
-Przejdźmy się choć może,co?-Zaproponował.
Wtedy nieśmiało złapał ją za rękę.Nie próbowała się nawet od niego oderwać,po prostu szli razem trzymając się za ręce.Dylan czasem
miał wrażenie,że ona go tylko wykorzystywała.Wręcz o tym wiedział,ale zakochany człowiek chce być jak najbliżej swojej miłości.
Przy znajomych poniżała go i olewała,natomiast kiedy byli sami,zachowywała się jak jego dziewczyna.
-Chciałbym już zawsze być z tobą.-Powiedział całując ją w policzek.
Ona tylko zachichotała.Tego wieczoru spędzili razem dość miły czas.Spacerowali razem,plątając się po piaszczystych alejkach bez celu.Razem.
W końcu nadeszła chwila pożegnania.Chłopak zagrał jej jeszcze kawałek piosenki na pożegnanie.
-What’ll you do when you get lonely
No one waiting by your side?
You’ve been running and hiding much too long.
You know it’s just your foolish pride.
Layla, you’ve got me on my knees.
Layla, I’m begging, darling please.
Layla, darling won’t you ease my worried mind.
Była wręcz zachwycona.Wtedy pierwszy raz się pocałowali.Nie trwało to długo,bo zaraz ktoś z daleka zawołał:
-Jane!?
Wtedy dziewczyna szybko odbiegła i poszła w stronę,z której ją wołali.Byli to ich koledzy i koleżanki ze szkoły.Dylan począł
odchodzić,usłyszał tylko z daleka jak ktoś zapytał:
-Co robiłaś z tym dziwakiem?
A ona odpowiedziała po prostu:
-Nic,spotkałam go przypadkiem…
Jak to mówią „Love is love”.Nie zawsze jedna dwie strony darzą się wielkim uczuciem.
________________________
Od razu nawiązuję jeszcze…Nie mam nic złego do osób,o których mówią „Emo” ;) Żeby tylko nie było jakichś nieporozumień c;
P.S.Utwór to Eric Clapton-Layla♥

Rozdział 77

Się rozpędziłam z tymi rozdziałami ;D
Zaraz nadrabiam Wasze blogi♥
__________________
***Nadal oczami Kendalla***
Tak mijały dni,Dylan powoli przyzwyczajał się do nowego otoczenia.Tego dnia jak zwykle ciężko pracowałem na planie.Dylan poszedł do szkoły,a Diana została w domu,ponieważ rzuciłem jej robotę za nią,więc nie musi do niej chodzić.Tak więc ja byłem z chłopakami na planie,kończyliśmy właśnie nagrywać kolejny odcinek,kiedy nagle mój telefon zaczął dzwonić.Przeprosiłem wszystkich,wyjąłem telefon z kieszeni,spojrzałem na wyświetlacz i zobaczyłem całkiem obcy numer.Pomyślałem,że może dzwonią z domu dziecka,dowiedzieć się coś o Dylana,dlatego odebrałem.
-Dzień dobry.Pan Kendall Schmidt?-Usłyszałem.
-Tak to ja,dzień dobry.-Odpowiedziałem.
-Mówi dyrektor szkoły,William Martin.Czy jest pan aktualnie opiekunem Dylana?
-Tak,adoptowałem go kilka dni temu.W jakiej sprawie pan dzwoni?
-Chciałbym zapytać,czy ma pan możliwość natychmiastowego przyjazdu do szkoły?
-Wie pan,ciężko pracuję…Jednakże spróbuję zaraz przyjechać.A mógłbym się dowiedzieć w jakiej sprawie?Bo nie wiem,czy mam się bać.-Mówiłem.
-Wolałbym,by pan zjawił się dość szybko.Dylan od kilku dni nie zachowuję się najlepiej,w szkole rzecz jasna.
-Przygotuję się na najgorsze.Niech pan na mnie czeka,za chwilę będę.
-Dobrze,dziękuję.-Powiedział,po czym rozłączył się.
Wtedy musiałem zagadać,by pilnie zwolnić się z planu.Na szczęście dało radę,bo już w sumie kończyliśmy,ale to nie zmienia faktu,że ekipa była na mnie zła.Kiedy tylko wyszedłem z planu,załadowałem się do samochodu i migiem pojechałem do szkoły Dylana.Przygotowałem się już na najgorsze.Lekko przerażony wysiadłem z samochodu i skierowałem stronę gabinetu dyrektora.Miałem szczęście,że było już po lekcjach,inaczej dopadły by mnie fanki.Zapukałem,po czym wszedłem do gabinetu i powiedziałem:
-Dzień dobry.Chciał się pan natychmiast ze mną widzieć.
Przy biurku siedział starszy pan-dyrektor,a obok biurka na krześle…mój Dylan.
-Dzień dobry,proszę usiąść.
Zrobiłem to co kazał i uzbroiłem się w cierpliwość.
-Zwołałem tu pana,ponieważ jak już wspominałem Dylan nie zachowuję się ostatnio zbyt grzecznie.-Tu spojrzał na chłopaka,który siedział na krześle ze spuszczoną głową w dół.Jego długa,czarna grzywka opadała na oczy.
-Więc słucham,chciałbym się dowiedzieć co zmalował.-Oznajmiłem.
-Otóż ostatnio bardzo często pyskuję do nauczycieli.Zapytany „Dylan,czy masz zadanie domowe?” odpowiedział „A co cię to obchodzi?” i tego typu rzeczy.Rozumiem,że nastolatkowie tak mają,ale to nie jedyny wybryk.Jest nie miły dla kolegów i koleżanek.Bardzo często klnie do nich,nie tylko na przerwie,ale i na lekcjach.Ogółem jego zachowanie jest irytujące,prowokujące a zarazem nieodpowiednie.Często wdaję się w bójki,pluje na nauczycieli i już naprawdę szkoda mi wymieniać.
-Naprawdę dziękuję,że pan do mnie zadzwonił.Zdziwiło mnie jego zachowanie,ponieważ zawsze był raczej spokojnym chłopcem.Oczywiście pogadam z nim o tym wszystkim w domu,bo tak zachowywać się nie może.Nie rozumiem dlaczego zachowuje się tak w szkole,bo w domu jest bardzo grzeczny.Jeżeli można zapytać,to od kiedy tak się zachowuje?
-Uspokoję pana tym,że zachowywał się tak już przed adopcją,czyli nie ma pan z tym nic wspólnego.Ogółem to od początku roku zaczął takie wybryki,ale były one tolerowane.Teraz nie mamy zamiaru dłużej tego znosić.
-Dobrze,rozumiem.Dziękuję jeszcze raz,do widzenia.
Pożegnałem się i zabrałem ze sobą Dylana.Bez słowa poszliśmy do samochodu,gdzie siedział podobnie jak u dyrektora.Odpaliłem samochód i pojechaliśmy.W drodze zacząłem mówić:
-No słucham.Tłumacz się.
Lecz ten nic nie odpowiadał.Zrozumiałem,że muszę z nim pogadać w domu.Wróciliśmy więc na spokojnie,zjedliśmy obiad przygotowany przez Dianę i po obiedzie on wrócił do siebie.Wytłumaczyłem mojej dziewczynie o co chodzi i poszedłem na górę,pogadać z nim.Muzykę rozwaloną miał dość głośno.Beatlesi.W tych warunkach nie mogłem się na niego złościć.On leżał na łóżku,plecami do drzwi.Podszedłem i usiadłem obok niego.
-Dylan,o co chodzi?
-O nic.-Odezwał się chłodno.
-Przestań.Nie kituj chłopie,bo ci to nie wychodzi.Wiedziałem,że już wcześniej coś się z tobą dzieję,dokładnie to od wczoraj,jak znalazłem u ciebie w plecaki fajki…
-Ty mi zwędziłeś fajki!?-Zdenerwował się.
-Ej,kolego…Tyle co żyję,to prawie nie palę.A na pewno nie w twoim wieku.
-Dobra,skończ.
-Ciesz się,że cię przygarnąłem.
-Nie musiałeś.I tak mam przekichane życie.-Mówił.
-Wcale nie,jeszcze wiele przed tobą.Jeszcze raz znajdę u ciebie fajki,a nie wyrobię.Będziesz mieć kare na Beatlesów,zrozumiano?
-Mhm.-Mruknął pod nosem.
-I jeszcze jedno…Zapisałem cię do psychologa,w trosce o twoje bezpieczeństwo.Także jutro mamy ważny dzień.Dwa razy w tygodniu mamy psychologa.
-Przecież wszystko ze mną dobrze…
-Widzę właśnie.Jutro odbieram cię ze szkoły i prosto stamtąd jedziemy do psychologa.A od psychologa pojedziemy do fryzjera,bo ci grzywka oczęta zasłania.-Zaśmiałem się.
-Okej…-Powiedział na znak,że rozumie-Mógłbyś mnie teraz zostawić samego?
-Oczywiście.-Powiedziałem i wyszedłem.
______________________
Ta-da ;D

Rozdział 76

Dawno mnie nie było ;o To macie tak z okazji dnia dziecka ;D
UWAGA! Przyśpieszam trochę akcję tak na ok.6 miesięcy do przodu ;)
_______________________
***Oczami Kendalla***
Zaraz po przebudzeniu zauważyłem,że mojej dziewczyny nie ma obok mnie.Przetarłem oczy,zrzuciłem kołdrę gdzieś obok łóżka,wstałem i poszedłem.Najpierw wyszedłem z pokoju,później po drewnianych schodach zszedłem na dół.Ona siedziała na kanapie w salonie.
-Cześć kochanie-Przywitałem obejmując ją od tyłu.
-No cześć-Pocałowała mnie w policzek.
-Dziś wielki dzień…
-Cieszę się,że z nami zamieszka-Oznajmiła-Polubiłam tego chłopca.
Jak można się domyślić,chodziło o Dylana.Adopcja to w sumie nie taka prosta sprawa.Musieliśmy odczekać dłuższy czas,by w końcu przygarnąć Dylana do nas na stałe.
-To może pójdziemy się ubrać,księżniczko?-Zaproponowałem.
-Ja już dawno jestem ubrana i ogółem przygotowana-Oznajmiła.
Dopiero teraz zobaczyłem,że siedziała w krótkiej,zwiewnej sukience koloru miętowego i ogółem była dziś wyszykowana bardziej elegancko.Wtedy zaśmiałem się pod nosem i poszedłem z powrotem na górę,ubrać się.Później,kiedy już wsiedliśmy do samochodu, niesamowicie się zestresowałem.W końcu nadeszła chwila,kiedy podpisaliśmy ostatecznie wszystkie papiery i wzięliśmy Dylana do siebie.Był on u nas już nie raz dlatego,że mieliśmy tak zwane „Próbne dni”,kiedy mógł spędzić u nas trochę czasu i powoli przyzwyczajać się do nowego domu.
-A teraz zamieszkasz z nami na zawsze.-Oznajmiłem z uśmiechem,kiedy wysiedliśmy już z samochodu.
Nie czułem jakby Dylan był moim dzieckiem,tylko młodszym bratem.W końcu był młodszy ode mnie tylko te siedem (czy cos koło tego) lat.
-Cieszę się,że w końcu mogę tu zostać.-Odwzajemnił uśmiech.
Wszyscy weszliśmy do domu,ja pomogłem Dylanowi się rozpakować i pokazałem mu gotowy już pokój.Sam pomagał mi go zaprojektować.W rogu pokoju stało duże,szare łóżko,na którym leżała czarna kołdra i kilka poduszek.Obok łóżka stała bordowa kanapa z mnóstwem małych,czarnych poduszek.Pomiędzy łóżkiem a kanapą,stał czarny stolik nocny.Na ścianie przy łóżko namalowani byli ogromni Beatlesi.Oprócz tego w pokoju stał jeszcze teleskop,gitara,różne półki i szafki.Na półkach poukładane były kolejno płyty zespołu wszech czasów,którego oboje uwielbialiśmy.Na stoliku przy kanapie stał nowy,błyszczący gramofon do odtwarzania płyt winylowych.
-Cudo.-Powiedział rzucając plecak w kąt pokoju.
Wtedy zauważyłem,że Dylan zmienił się przez ten czas.Trochę wyrósł,włosy mu urosły i przede wszystkim zmienił mu się charakter.Był mniej nieśmiały niż kiedyś,wydoroślał.W końcu miał już prawie piętnaście lat.Słyszałem,że do tego czasu miał trochę problemów w szkole,jednakże nie bardzo się tym przejąłem.
-Więc to twój nowy dom i twój wymarzony pokój.Pamiętaj,że jeśli coś chcesz to po prostu zagadaj do mnie,Raczej nigdy nie odmówię ci czegoś nowego.-Tłumaczyłem.
-Oczywiście.-Powiedział-Dziękuje Kendall.
-Za co?
-Za to,że w ogóle mnie adoptowałeś.W końcu kiedy się poznaliśmy byłem małym,pokrzywdzonym chłopcem.A teraz trochę się zmieniłem,mam cięższy charakter,zaczynam się kłócić o byle co i w ogóle jakoś ciągnie mnie do tych wszystkich bójek.
-Jesteś naprawdę wspaniałym chłopakiem,nawet jeśli bardzo byś się zmienił,nie anulował bym adopcji.
-Dzięki,jesteś spoko.-Powiedział po czym usiadł na kanapę.
Wtedy postanowiłem zostawić go samego,żeby zapoznał się trochę z nowym otoczeniem.Wtedy zawołała mnie Diana:
-Kendall! Carlos dzwoni!
Zszedłem w miarę szybkim tempem na dół,po czym wziąłem telefon do ręki,przyłożyłem go do ucha i powiedziałem:
-Słucham?
Porozmawialiśmy dosłowną chwilę,po czym rozłączyliśmy się.Wtedy wykrzyczałem szczęśliwy:
-BĘDĘ ŚWIADKIEM!!
-Nie gadaj!-Ucieszyła się moja dziewczyna.
-Carlos i Jennifer będą brać ślub!
-Ojeej! Musze kupić sukienkę,buty…-Zaczęła wymieniać,ale przerwał jej kolejny dźwięk telefonu.
Znów odebrałem,pogadałem chwilę i ponownie radośnie wykrzyczałem:
-BĘDĘ WUJKIEM!!
-Co się znowu stało!?-Zapytała roześmiana.
-Logan i Sara będą mieć dziecko!!
Bardzo cieszyłem się szczęściem moich przyjaciół.Wtedy byłem już gotowy na wszystko.Wtedy zadzwonił jeszcze James:
-Cześć Kendall…
-Chłopczyk czy dziewczynka?-Przerwałem.
-Czekaj,co!?-Zdziwił się.
-Nie jesteś w ciąży?-Pytałem.
Nastąpiła chwila ciszy.
-Ja w ciąży!?-Śmiał się James.
-No…W sensie,że ty zostaniesz ojcem.
-Nie,nie zostanę na razie ojcem.-Nie mógł opanować śmiechu.
-To po co dzwonisz?
-Jakoż,że jesteś moim przyjacielem to pragnę cię poinformować,że ja i Victoria zaręczyliśmy się.-Oznajmił.
-O masz ci los! Wszyscy się teraz żenią i będą mieć dzieci!
-Czyli dzwonili do ciebie już Carlos i Logan?-Zapytał.
-Oczywiście.
Pogadaliśmy jeszcze trochę,a później się pożegnaliśmy.To po prostu niesamowite,że wszyscy informują mnie o wszystkim w jednym czasie.
______________________________
Pragnę jeszcze poinformować,że prawdopodobnie rozdziałów będzie tylko 100.Setny rozdział zakończy się time skip’em,kiedy to już wszyscy będą miec dzieci itp xd

Rozdział 75

Już jestem¦Z tej okazji daję kolejny rozdział :D
______________________
***Oczami Kendalla***
Po powrocie z pracy pojechałem prosto do swojego domu.Przeszedłem przez wszystkie pokoje i spokojnie stwierdziłem,że nie trzeba robić remontu.Co najwyżej umyć okna,zamieść trochę,czy odkurzyć.Jednakże i tak nie było to związane z remontem.Chwilę później do domu przyszła moje dziewczyna.Naprawdę byłem szczęśliwy,że mogę już ją nazywać swoją dziewczyną.Przywitałem się z nią,po czym wyszliśmy z domu na zakupy.Trzeba było w końcu uzupełnić jakoś moją starą lodówkę.
***Oczami Sary***
Od rana byłam bardzo zabiegana i poddenerwowana.W końcu bardzo wcześnie rano zadzwonili do mnie rodzice z informacją,że przyjadą dzisiaj na kilka dni.Byłam trochę zła,bo mogli poinformować mnie o tym chociaż dzień wcześniej.Ale oczywiście oni lubią załatwiać wszystko na ostatnią chwilę.
-Co tak latasz nerwowo po domu?-Zapytał Logan,zaraz po przyjściu z ‚pracy’.
-Moi rodzicie przyjadą na kilka dni.
-Kiedy?-Zapytał spokojnie.
-Hmmm…Dzisiaj.-Odpowiedziałam.
-Dzisiaj!?-Wystraszył się.
-No…Tak.Wiem,ze to złe z ich strony bo…
-Bo jestem taki nie uczesany!-Przerwał.
-Nie,nie.Sęk w tym,że…
-Ja naprawdę jestem nieuczesany!-Przerwał ponownie.
-Masz trzy sekundy na ucieczkę.Wiej.-Oznajmiłam.
Jakoż,że Logan nawet nie zabierał się do ucieczki przede mną,od razu zaczęłam go bić.
-No i czemu się wściekasz?-Śmiał się.
-Bo jesteś denerwujący.Strasznie denerwujący.Bardzo strasznie denerwujący.
-Też cię kocham.-przytulił się do mnie.-Ale fakt faktem,to twoi rodzice mogli poinformować nas wcześniej.
-Wiem,ale co ja im zrobię.Lubią załatwiać wszystko na ostatnią chwilę.
-Mam coś zrobić przed ich przyjazdem?
-Pościel łóżko w pokoju gościnnym-Mówiłam-I jeszcze jedno…Zachowuj się jak cywilizowany człowiek,kiedy przyjadą.To znaczy,że jesteś grzeczny,nie latasz po domu jak wariat,nie zostawiasz za sobą śmieci,jesteś kochany i miły,a przede wszystkim ogarniesz naszych głupko przyjaciół.
-Nie wiem czy to da się zrobić.Za dużo tego wszystkiego.
-Ehh…To chociaż się dużo uśmiechaj.
-Okej,uśmiech mam powalający-Wyszczerzył się.
Ogarnęliśmy jeszcze trochę mieszkanie.Około pół godziny później zjawili się rodzice.W tym czasie Logan poszedł na chwilę do Kendalla.Ja pokazałam im,gdzie mają właściwie pokój.Wszystko było dobrze,układało się wspaniale.Aż do pewnego czasu kiedy do domu wleciał Logan z Kendallem z mieczami Dżedaj.Zaczęli się ganiać po całym domu.
_____________________
Ciąg dalszy nastąpi iż muszę spadać z kompa :D
Jeżeli dobrze późjdzie,to opowiadanie skończy się wraz z 100 rozdziałem..

Zawieszam,ważna informacja!!

Przeczytajcie,bo to ważne a zajmie Wam kilka sekund.
No więc na co najmniej tydzień zawieszam bloga ;// Miałam wczoraj wywiadówkę,a nie uczę się najlepiej,więc teraz mam ograniczony komputer.Nie można mi siedzieć długo,więc nie zdążyłabym nawet rozdziału napisać.Dopóki nie poprawię kilku ocen i mama się nie uspokoi nie będzie rozdziału.Ale spokojnie,za mniej niż tydzień wrócę z powrotem :) Także mam nadzieję,że poczekacie jeszcze te kilka dni…
Kocham Was♥
BTRush

Rozdział 74

Rozdziały ostatnio to rzadkość,ale muszę się uczyć.Zapewne znacie ten ból,kiedy trzeba pod koniec latać do nauczycieli i wszystko poprawiać :C
______________________
***Oczami Kendalla***
Wszyscy wraz z Neymarem wróciliśmy do domu.W sumie on tu nie mieszkał,ale lubił wbijać do cudzych mieszkań.Oczywiście za nim znikąd zjawił się i Dustin.Tych dwóch przyjaciół razem z Jamesem zabrali się za oglądanie jakiegoś filmu.Victoria,czyli oczywiście dziewczyna Maslowa,pojechała do pracy.Carlos,Jennifer,Logan i Sara rozeszli się do swoich pokoi,bo godzina była jeszcze późna,więc chcieli przespać jeszcze te kilka godzin.Zwłaszcza,że ja z chłopakami wracamy jutro do studia.Diana poszła do siebie do domu.Nie chciała zbytnio mnie zostawiać a takim stanie,jednakże jej też przyda się chwila odpoczynku.Była godzina około trzeciej w nocy.Siedziałem sam w kuchni pstrykając coś w telefonie.Przez te całe wydarzenie ani trochę nie chciało mi się spać.Wstałem jednakże po szklankę czegoś do picia.Nagle zrobiło mi się słabo i zaczęła boleć głowa.Przez chwilę myślałem jeszcze,że dam radę spokojnie usiąść,ale ten ból,to wszystko było zbyt trudne.Do tego zaczęło mi się kręcić w głowie.Szklanka z wodą zleciała na podłogę i potłukła się na drobne części.
-James!-Zawołałem spanikowany.
Nikt nie odpowiedział.Obawiałem się,że całą trójką usnęli w tym salonie.
-Neymar! Dustin!-Wołałem coraz głośniej.
W końcu w progu drzwi pojawił się zaspany James.
-James,pomóż.-Mówiłem ledwo trzymając się blatu.
-Co się dzieję!?-Podbiegł do mnie spanikowany.
-Słabo mi,ledwo stoję.-Oznajmiłem.
Założył mnie sobie jakoś na plecy i zaniósł na kanapę do salonu.
-Dus,Ney! Ruszać tyłki!-Krzyknął.
Oboje zerwali się z foteli,przy czym rozsypali popcorn na podłogę.
-Co jest?-Zainteresował się Brazylijczyk.]
-Kendall się źle czuję-Mówił-Przynieście wody w szklane i sprzątnijcie pobite szkło w kuchni.
Zamknąłem oczy.Cały się trząsłem.Mój drogi przyjaciel przyniósł mi koc i okrył mnie nim.Usiadł obok,położył rękę na moim czole i oznajmił:
-Nie masz gorączki,ale mimo wszystko źle się czujesz.Jesteś pewny,że chcesz jutro wrócić do pracy?
-Oczywiście.A poza tym…Z rana podjadę jeszcze do sierocińca,dowiedzieć się o Dylana.
-Oszalałeś.Jesteś pewny,że chcesz go przygarnąć do siebie?
-Jestem tego bardzo pewny.Jutro biorę się za mały remont mojego domu.Tam zamieszkamy.-Mówiłem-Zobaczysz,dam sobie radę.
-Nie chodzi mi o to,że nie dasz rady.Bardziej chodzi mi o to,ze znudzi cię ta odpowiedzialność.
-Skończmy temat.
~~Nazajutrz,około godziny dziewiątej~~
Zaraz po przebudzeniu poszedłem się ubrać.Założyłem ciemne jeansy,białą koszulę,marynarkę i krawat.Jak się jedzie w sprawie adopcji,trzeba jakoś wyglądać.Stanąłem na chwilę przed lustrem.
-Dasz radę-Powiedziałam sam do siebie i poszedłem.
Wsiadłem do samochodu i czym prędzej pojechałem pod sierociniec.Była ciepła sobota,więc wszystkie dzieci bawiły się na zewnątrz.Był wśród nich też Dylan.Siedział sam na ławce obserwując innych.
-Dylan!-Zawołałem.
Chłopak natychmiast obejrzał się w moją stronę.Po chwili wstał w ławki i szybkim krokiem podszedł do mnie.
-Cześć Kendall,co tu robisz?-Zapytał.
-Aaa pomyślałem,że chyba mogę się już powoli dowiadywać wszystkiego w sprawie adopcji.-Uśmiechnąłem się.
-Naprawdę!?Jesteś wspaniały!-Wykrzyczał.
-Wiem,jestem wspaniały.-Zaśmiałem się.-No,zmykaj więc się bawić,a ja pójdę wszystko załatwić.
Chłopak pomachał mi i odszedł.Ja wszedłem do budynku i zorientowałem się gdzie mam iść.Podszedłem do drzwi,na których pisało „Dział do spraw adopcji”.Zapukałem i wszedłem.
-Dzień dobry,przyszedłem się zorientować w sprawie adopcji.
-Dzień dobry,tutaj proszę!-Zawołała jedna starsza pani z rogu pomieszczenia.
Usiadłem więc na krześle na przeciw niej.
-W sprawie jakiego dziecka?
-Dylan,chłopak lat 14.
-Jest pan tu po raz pierwszy?-Dopytywała.
-Tak.Tremuję się trochę-Zaśmiałem się.
-Nie ma czego drogie dziecko-Uśmiechnęła się sympatycznie-No więc muszę najpierw obejrzeć wszystkie twoje papiery.Masz je ze sobą?
-Oczywiście-Odpowiedziałem i zacząłem wyciągać wszystkie kartki,dowód osobisty i tego typu rzeczy.
-Adopcja może potrwać około miesiąca.Do tego czasu mam do pana kilka pytań.
-Rozumiem,rozumiem.Odpowiem na wszystkie-Uśmiechałem się.
-Czy mieszka pan sam i czy pana dom spełnia warunki na adopcję dziecka?
-Chwilowo mieszkam u przyjaciela,ale od dzisiaj biorę się za mały remont swojego domu.Budynek jest spory,więc sądzę,że warunki są dobre.
-Zawód i miejsce pracy?
-No więc…Muzyk/aktor.Jestem w zespole takim jak „Big time Rush”,może coś to pani mówi.Gram też w serialu o tej samej nazwie.Serial emitują na kanale dziecięcym „Nickelodeon”.
-Więc musi mieć pan sporo pieniędzy,ale mało czasu?
-I tak i nie.Mam sporo pieniędzy,więc o to bym się raczej nie martwił.Z czasem wolnym bywa różnie.Najczęściej mam sporo czasu.
-Ile ma pan lat?
-W listopadzie skończę dwadzieścia trzy lata.
-Czy ma pan partnerkę życiową?
-Mój obecny status to „w związku” z pewną uroczą dziewczyną.Na razie jest to tylko zwykły związek,ale w przyszłości panuje ślub i tym podobne.
-I ostatnie pytanie: Dlaczego zdecydował się pan na dziecko?
-Dylana poznałem już dłuższy czas temu.Jest to wspaniały chłopak,chcę go przygarnąć.Traktuję go jak młodszego brata.
-Dobrze,dziękuję.Zadzwonimy jeszcze,by umówić się na kolejną wizytę.
-Do widzenia!-Pożegnałem i wyszedłem.
Oczywiście nie obeszło by się bez problemów.Tym razem mniejszym,bo to tylko spóźnienie do pracy.
________________________
Dobra,taki beznadziejny trochę ;x Liczę na jakieś komentarze :)

Rozdział 73

Mam trochę czasu,więc z tej okazji daję nowy rozdział♥
__________________________________
-Ja od dłuższego czasu czuję coś podobnego.-Powiedział.
Dziewczyna zaniemówiła.Siedzieli obok siebie,bez słów,oboje rozglądając się w inne strony.Wyznali sobie uczucia,wiedzieli na czym stoją,jednakże żadne nie chciało zrobić kolejnego kroku.W końcu ta cisza stała się niezręczna.
-Wiesz…Ja już chyba będę lecieć.-Odezwała się w końcu.
-Aua!-Syknął nagle z bólu.
-Co jest!?
-Boli…-Powiedział smutno.
-Gdzie?
-Tuuu-Wskazał palcem na swoje usta,po czym ją pocałował.
Nagle do pomieszczenia wszedł Logan.
-Cześć,przyniosłem…-Zamurowało go-A nie ważne-Powiedział i wrócił tam,skąd przybył.
Kendall i Diana chyba nawet nie zauważyli Logana,który przed chwilą właśnie wyszedł.Tak bardzo zajęci byli pocałunkiem.
-Tak bardzo cię kocham-Powiedział po czym ponownie ją pocałował.
-Mówiłam żebyś się nie mieszał-Musnęła jego wargi swoimi.
-Gdyby nie to wydarzenie,nie bylibyśmy razem.
Cały czas na zmianę padały tylko słowa,lub pocałunki.Nic nie było w stanie wtedy ich rozdzielić.
***Oczami Sary***
-I co? Zaniosłeś mu to?-Zapytałam.
-Nie-Powiedział Logan z wytrzeszczonymi oczami.
-A czemuż to?
-Bo…booo..-Zachichotał głupio.
-Bo co?
-Bo się tam miziają-Śmiał się pod nosem.
-Naprawdę!? Kendall i Diana!? To wspaniale!-Zachwycałam się.
On tylko spojrzał na mnie i zaczął się znowu śmiać.
-No i z czego rżysz?-Zapytałam-Jesteś taki nie dorosły..
Jestem bardzo dorosły,ale taki widok mnie bawi-Z trudem powstrzymywał się od śmiechu.
-Ahaa…Czyli całowanie się cię bawi?Więc nie licz nawet na buziaka z mojej strony.
-Misia,to nie jest tak…-Zbliżył się,żeby mnie pocałować.
-Całuj ścianę.Albo krzesło.
Ten nic się już nie odezwał tylko zaczął mnie przytulać.
-Albo inną ścianę.Albo psa.Albo kota-Wymieniałam.
Szatyn nie zwracał już uwagi na moje słowa.Nie zważając na nic zaczął tylko całować mnie po szyi.
-Albo drzewo.Albo lampę.Albo inne drzewo.Drzewa są takie samotne…-Mówiłam dalej.
-Albo po prostu mnie pocałuj-Odezwał się w końcu po czym złożył na moich ustach pocałunek.
***Oczami Kendalla***
Po dłuższym czasie odwiedził mnie lekarz i pozwolił wrócić do domu.Diana pomogła mi się zebrać i wyjść na zewnątrz.Później czekaliśmy jeszcze chwilę,bo Logan zapodział gdzieś kluczyki.Całą bandą ich szukaliśmy,po czym okazało się,że przez cały czas miał je w kieszeni.Ahh Logan i jego tok myślenia.
-Ej,też zjedlibyście ananasa?-Nie wiadomo jakim cudem z bagażnika wyłonił się Neymar.
-Ney!? Co Ty tu robisz!?-Zawołaliśmy wszyscy razem.
-Aaa odpoczywam po meczu.
-Ale jak się dostałeś….?-Zapytała Sara.
-Nie pytaj.To po prostu magia.
Na całym świecie nie ma chyba nikogo głupszego od Neymara.Potwierdzają to wyniki jego IQ.
_______________________________________________
Taki krótki i beznadziejny,ale nie mam weny całkiem :<

Rozdział 72

Ale mnie długo nie było 0.o Dobra,daję więc kolejny.Na razie będzie sporo rozdziałów oczami Kendalla,bo mam dużo pomysłów na rozdziały z nim :D
___________________________
***Oczami Kendalla***
Zdałem sobie sprawę,że adopcja Dylana to ciężka sprawa.Będę musiał z nim spędzać dużo czasu,pilnować żeby miał wszystko,czego potrzebuje,pilnować by było mu u mnie dobrze…Trochę boję się jak to będzie,ale spróbuję.Jutro po pracy pojadę załatwić wszystkie papiery.Z tego co wiem,adopcja trochę potrwa,więc będę mieć czas,żeby wyremontować swój dom.
-Namyśliłem się już.-Przyszedłem do kuchni,gdzie siedział Logan.
-I co postanowiłeś?
-Adoptuję go.Mam swój dom,trochę go jeszcze wyremontuję i będzie okej.
-No jak chcesz.-Powiedział-Ale trochę szkoda,że ja i Sara zostaniemy w końcu sami.
-Przestań…Mieszkam na przeciwko ciebie.-Zaśmiałem się.
-No tak,ale zawsze miałem przy sobie trójkę debili,którzy zawsze coś przeskrobali.A teraz już was nie będzie.
-Przestań,będziemy cię często odwiedzać.A poza tym…No wiesz…Ty i Sara…Niedługo tylko ślub i dzieci.-Powiedziałem,a on zaczął się śmiać.
Pogadaliśmy jeszcze chwilę,a później nagle wyszedłem.Zobaczyłem przez okno,jak facet Diany wychodzi,więc pomyślałem,że w końcu z nią pogadam.Sam na sam.Poszedłem więc,zapukałem,ale nikt nie otwierał.
-Diana…-Mówiłem-Przecież wiem,że tam jesteś.Otwórz albo wedrę się siłą.
Usłyszałem dźwięk przekręcanego klucza.Zza drzwi wychyliła się ona.Zawsze była taka piękna,zadbana,ładnie ubrana i uczesana.Teraz włosy miała poczochrane,chodziła w podartych jeansach i przydużym swetrze.Musiał ją pobić,bo miała siniaki.Płakała.
-Co zrobił ci ten psychopata!?
-Nic mi nie zrobił,Kendall.Powiedziałam,żebyś mnie zostawił-Powiedziała i już chciała zamknąć drzwi,jednakże zatrzymałem ją.
-Przecież ja to widzę,jak codziennie przez niego cierpisz.Daj sobie pomóc.
-Nie potrzebuję żadnej pomocy.Proszę cię,idź już sobie.On zaraz może wrócić.Dostanie się i mnie i tobie.
-Tym bardziej nie pójdę.-Powiedziałem po czym wszedłem do jej domu.
-Kendall wyjdź!On może nam coś zrobić!-Próbowała wyciągnąć mnie z domu,ale na marne.
Za chwilę niespodziewanie drzwi domu otworzyły się i wszedł on.Umięśniony,mocny koleś.Widać,że był już na procentach,jeśli wiecie o co mi chodzi.Zaraz rzucił się z jakimś okrzykiem i pięściami na Dianę.Odepchnąłem go i tym sposobem mi się oberwało.
***Oczami Narratora***
Nagle zaczęła toczyć się walka.Chłopak Diany był dużo silniejszy(i głupszy też) od Kendalla.Dziewczyna próbowała ich rozdzielić,ale jej własny chłopak przyłożył jej w szczękę,że aż upadła.Zdenerwowany Kendall jeszcze bardziej rzucał się na niego z pięściami.Thomas mimo tego wszystkiego dalej próbowała ich rozdzielić i złagodzić sytuację.Dostała kilka razy i z braku sił nie mogła się podnieść.Bił ją codziennie,jej siły w końcu opadły.W końcu wydarzyło się coś jeszcze bardziej dramatycznego.Umięśniony facet złapał krzesło i z całej siły walną nim Kendalla.Blondyn upadł na ziemię,był nieprzytomny.
-I dobrze wam wszystkim tak.-Powiedział tylko gość i wyszedł.
Diana pomimo braku sił przeczołgała się w stronę Kendalla.Rozpłakała się jeszcze bardziej.
-Kendall!-Poklepała go po twarzy,lecz ten ani drgnął.
Dała radę jeszcze przeczołgać się do telefonu.Zadzwoniła po pogotowie i policję.Wtedy zdała sobie sprawę,że ta sprawa musi trafić na komisariat. Kiedy tylko odłożyła telefon uklękła przy blondynie i zaczęła mówić,że wszystko będzie dobrze.Niebawem zabrało ich pogotowie.W szpitalu zjawili się również ich przyjaciele-Logan,Sara,James,Victoria,Carlos i Jennifer.Czekali na szpitalnym korytarzu,aż w końcu ktoś raczy im powiedzieć co się właściwie stało.Niedługo potem wyszła do nich Diana i z łzami w oczach opowiedziała całą zaistniałą sytuację.Później lekarz pozwolił jednej osobie wejść do Kendalla,który w dalszym ciągu był nieprzytomny.Poszła do niego Diana.Niepewnie usiadła na łóżku obok niego.Cały czas płakała,a on cały czas ani oczu nie otworzył.Cięgle nieprzytomny.
-Kendall,ocknij się.Mówiłam żebyś się nie mieszał-Płakała-Kocham cię-Powiedziała po czym pocałowała blondyna w czoło-Tak bardzo cię kocham.Proszę,ocknij się.
Lecz niestety nie ocknął się ani na chwilę.Siedziała przy nim godzinami,przyjaciele nadal czekali na korytarzu,a on nadal pozostawał nieprzytomny.Dopiero około godziny dwudziestej trzeciej Kendall powoli otworzył oczy i ujrzał siedzącą obok niego,płaczącą Dianę.
-Czemu płaczesz?-Zapytał wkrótce niewyraźnie.
-Kendall!-Krzyknęła zadowolona po czym przytuliła go najmocniej jak umiała.
-Co się dzieje?
-Jesteś w szpitalu..-Oznajmiła-Mówiłam ci żebyś się nie mieszał.
-Wybacz,ale ja nie chciałem,żebyś cierpiała.-Powiedział.
-A ja nie chciałam,żeby coś ci się stało.Kocham cię,Kendall-Powiedziała.
Ostatnie słowa wyrwały jej się przez przypadek.Sądziła,że tak bardzo się wygłupiła.Jednakże Kendall zbliżył się do niej i pocałował ją.
_________________________________
Kończę w takim momencie.Ahh zła ja :D

Rozdział 71

Jestem z powrotem :) Kolejny rozdział :
_____________________________________
***Oczami Kendalla***
Następnego dnia padał deszcz.Szybko ubrałem spodnie,koszulkę i sweter.Dzisiaj postanowiłem trochę zacząć „śledztwo” ze sprawą Diany.Tam nic nie ma tak,jak być powinno.Bije ją,widzę to każdego dnia.Musi być z niego niezły psychopata.
-Kendall,zjesz z nami śniadanie?-Wszedł do pokoju Logan.
-Nie ,dzięki.Zaraz wychodzę.
-Tak z rana? To może choć zjesz coś…Carlos zrobił naleśniki.
-No to na naleśniki się skuszę.-Powiedziałem z uśmiechem,po czym oboje zeszliśmy na dół.
W kuchni czekał już Carlos z nakrytym stołem.
-Naleśniczki!-Zawołał James wbiegając ni stąd,ni zowąd do kuchni.
-Smacznego!-Powiedział z uśmiechem Pena i wszyscy usiedliśmy zjeść.
Grzebałem się z tymi naleśnikami potwornie długo.W pewnym momencie zamyśliłem się i patrzałem na Logana,który jadł ciasto.Na początku nawet nie byłem świadomy,że na niego patrzę,puki on nie wyrwał mnie z zamyślenia.
-Coś się stało?-Zapytał.
-Nie,wszystko okej.
Nastąpiła chwila ciszy,którą po czasie znowu przerwał on.
-Zazdrościsz mi,że mam ciasto,a ty nie?-Zapytał z wielką powagą.
-Logi,skarbie…To,że masz ciasto nie znaczy,że wszyscy dookoła mają ci zazdrościć-Wywróciła oczami Sara.
-Tak! Tak właśnie! Wszyscy mają mi zazdrościć ,bo jestem królem ciasta! Buahhahahahhahahah!-Logan chciał chyba wyglądać jak jakiś czarny charakter.
-Dobra,zmywam się nim dopadnie mnie jakaś głupkoza-Poinformowałem.
-Pada deszcz przecież…-Odezwał się Carlos.
-Trudno się mówi.Z cukru nie jestem-Powiedziałem zakładając kurtkę.
Za chwilę wyszedłem z domu.Nie padało aż tak źle.Poszedłem sobie na spacer.Uwielbiam spacery.Nagle w tłumie ludzi zobaczyłem Dianę.Ona też najwyraźniej mnie zauważyła bo zaczęła „uciekać”.Chciałem biec za nią,ale po drodze spotkał mnie Dylan…
-Cześć Kendall-Przywitał-Robisz dzisiaj coś ważnego?
-Tak Dylan,robię dzisiaj coś ważnego!I jutro też i pojutrze !
-D-dobrze…-Zająknął się-To szkoda,bo myślałem ,że jesteśmy przyjaciółmi i…
-Dylan,nie teraz! Znajdź sobie innych przyjaciół,bo ja mam teraz dużo roboty!-Powiedziałem po czym pobiegłem za Dianą.
Ta cała bieganina okazała się przydatna.W końcu ją dogoniłem..
-Diana!-Złapałem ją za ramię.
-To znowu ty!? Kendall…Mówiłam ci coś już.
-Ale chcę ci pomóc.Wiem,że coś jest nie tak…
-Pilnuj własnego nosa.Przejmujesz się mną,a w zasadzie nawet mnie za bardzo nie znasz!-Mówiła
-Znam cię przecież i…
-Dobra,nie mam ochoty z tobą rozmawiać.
-Diana,ale ten gość na ciebie nie zasługuję,uwierz.
-A co,może ty na mnie zasługujesz? Olewałeś mnie od samego początku,kiedy mi na tobie zależało…
-Ale ja cię nie olewałem-Przerwałem.
-Olewałeś mnie,uganiałeś się za innymi.Żałuję,że straciłam tyle czasu za uganianiem się za gościem,który wcale mnie nie chce.Wybacz,ale teraz mam chłopaka.
-Ale nie kochasz go,prawda?Nie musisz z nim być.-Tłumaczyłem.
-To moje uczucia,nic o nich nie wiesz.Żegnam.-Powiedziała i odeszła.
Ta,teraz znów zostałem sam.Deszcz rozpadał się bardziej.Postanowiłem więc wrócić do domu.Po długiej drodze,spotkałem w Dylana,który siedział sam na ławce.Cały zmoknięty ,miał lekko poszarpane ubrania i podbite oko.Szybko podeszedłem do niego i zapytałem :
-Co się stało!?
-Nic takiego.To tylko starsi ze szkoły.-Odpowiedział ze spokojem.
-Jak to tylko? Czemu nic mi nie mówiłeś!?
-Próbowałem ci powiedzieć,że chcą mnie dzisiaj dopaść…Ale nie słuchałeś i poszedłeś dalej.
-Przepraszam Dyl! Jejku…Jaki ja byłem głupi…-Mówiłem.
-Nic nie szkodzi,miałeś po prostu ważniejsze sprawy i ja to rozumiem.
-To nie było ważne…Goniłem za dziewczyną,która mnie nie chce.-Tłumaczyłem.
-Dziewczyna? One są dziwne.Nie rozumiem tego wcale.
-Czego nie rozumiesz?
-No tego wszystkiego…Starsi ładują się w związki,a później żałują,bo druga osoba krzywdzi ją emocjonalnie.
-Ale to nie ma żadnego znaczenia,jeśli się zakochasz…
-Nie rozumiem.Zakochać się? Tak ‚o’ po prostu?-Pytał.
-No tak.Nie wybierasz osobę,w której się zakochasz.Ty zapewne też kiedyś się zakochasz i to nie raz.Oby ci szczęście w tym dopisało,bo ja to się w tym całkiem nie odnajduję.Zawsze zakocham się w niewłaściwej osobie,a później przeżywam.
-Ciekawa sprawa.I po co to jest?
-Przy osobie ,którą kochasz czujesz się jakbyś był tylko ty i ona.Nic więcej się nie liczy.Niestety,są też nieszczęśliwe miłości.Ale zrozumiesz jak będziesz starszy-Uśmiechnąłem się.
-Wątpię.Zazwyczaj osoby,które nie mają rodziców nie umieją wyrażać uczuć,czyli zginę w tych związkach-Tłumaczył.
-Mądry chłopak jesteś,wiesz?
-Wiem,że drzemie we mnie jakiś geniusz.Wybacz,ale skromny bardzo nie jestem.Wiem,że jestem genialny,ale marnuję się w tej szkole.
-Jesteś super gość.Kiedyś nie będziesz mógł się opędzić od dziewczyn-Zaśmiałem się.
-Nie dzięki.Mi to nie potrzebne-Również się zaśmiał-A tak właściwie…Odwiedzisz mnie w moje urodziny?
-Oczywiście.Kiedy i ile lat kończysz?
-Za cztery dni.Kończę 14 lat-Uśmiechnął się.
-Już 14? Jak cię poznałem to myślałem,że masz zaledwie 12 lat.
-Młodo wyglądam,to fakt.
-A czekaj no…Wracając do sytuacji…Kto cię zaatakował?
-Mamy gimnazjum zaraz obok licem.Na przerwie często nękają mnie starsi,z liceum.Tępe ćwoki.
-Ktoś dokładnie? I czego od ciebie chcą?-Dopytywałem.
-Kij wie.Raz chcą pieniądze,a raz po prostu mnie podręczyć.Wyśmiewają się ze mnie i w ogóle.To tacy dwaj,nie raz trzej.Jeden to ‚szef’ bandy.Wielki cwaniak,ale rozumem nie grzeszy.Ma na imię Stuart.Drugi to tylko podpora dla tego ‚szefa’ bandy.Sam Stuart nie umie się bić,dlatego ma Kevina.Duży,mocny i jak uderzy to boli.-Mówił.
-A ten trzeci? To kto?
-Hunter.Mój były przyjaciel.Też z domu dziecka.Zawsze byliśmy dobrymi przyjaciółmi,mimo tego,że jest starszy.Jego też zawsze prześladowali.Pewnego dnia poczuł władzę i przyłączyli go do bandy Stuarta.Najgorsza banda w szkole.
-Zdrajca…Nie martw się,ja cię nie zostawię.
-Wiem.Widzę to po tobie,nie chcesz mnie zostawić.
-Ty jesteś rzeczywiście bardzo mądry-Poczochrałem go po tych długich,czarnych,jak zwykle rozczochranych włosach.
-Dobra,idę już.Jak chcesz to jutro możesz dorwać Stu i jego bandę.O 14.00 kończę lekcje.
-Dobrze,więc cześć przyjacielu!-Powiedziałem
-Cześć!-Założył plecak na plecy i poszedł.
Ja wróciłem do domu.Zacząłem się poważnie zastanawiać nad jedną rzeczą…
-Kendall,coś ty taki zamyślony?-Zapytał Logan,który siedział obok.
-Myślę nad czymś bardzo ważnym.
-Mogę wiedzieć nad czym?-Zapytał zainteresowany.
-Nad przeprowadzką.
-Co!? Ale czemu…?-Zasmucił się.
-I tak długo już razem nie pomieszkamy.Carlos i Jennifer pewnie lada dzień się wyprowadzą.James i Victoria też są ze sobą bardzo blisko.Ty i Sara chcecie mieć trochę prywatności.A ja myślę nad adopcją i nowym domem…
-Chcesz się przeprowadzić i adoptować dziecko?Łołć…
-Mam swój dom,który kiedyś kupiłem.W sumie nie daleko od twojego.Tam się przeprowadzę i adoptuję Dylana.
-Dylana? Tego chłopaka? Chcesz mieć już dziecko?-Pytał
-Dylan to nie takie małe dziecko.Ma 14 lat i jest jak mój młodszy brat.Szkoda mi go,chcę żeby kiedyś ze mną zamieszkał-Tłumaczyłem.
-Ale trochę czasu zajmie ta przeprowadzka i adopcja.Zastanów się poważnie,czy tego chcesz.
-Raczej tego chcę…Zastanowię się jeszcze poważnie,ale raczej tego chcę.Jak dobrze pójdzie to już za miesiąc będę mieszkać w nowym domu ze swoim ‚młodszym bratem’.
-Ale wiesz,ze to już jakaś odpowiedzialność? Zastanów się,poważnie.
-Pomyślę nad tym jeszcze trochę.A później kto wie co będzie…
____________________________________________
Musiałam to tak zakończyć ,bo jeszcze nie jestem pewna tej adopcji :D Nie tylko Kendall,ale też ja muszę się poważnie zastanowić :D

Rozdział 70

Witam po krótkiej przerwie :) Ajj…Ostatnio tyle problemów ;/ Zbieram na koncert Paula McCartney’a w Polsce.Brakuję mi sporo kasy ;/ Ja tam muszę być ;/ Żeby choć trochę o tym zapomnieć ,daję rozdział :
________________
-Idź tu w prawo do salonu,a ja załatwię jakieś przekąski i picie-Powiedziałem.
Chłopiec powoli przeszedł się korytarzem ,po czym skręcił w prawo,tak jak mu kazałem.Ja z kuchni zabrałem dwie szklanki soku oraz chipsy i poszedłem dołączyć do mojego małego przyjaciela.Postawiłem szklanki i miskę chipsów na stoliku przy kanapie i podszedłem do wielkiej szafy.
-Usiądź Dylan,ja wyciągnę to stare cudo-Oznajmiłem.
Chłopiec usiadł i rozglądał się po pomieszczeniu.Ja w dalszym ciągu szukałem w zagraconej szafie Logana,tego co nazywało się gramofonem.
-Cholera…-Zakląłem pod nosem,po czym speszyłem się,bo przecież nie jestem tu sam-Przepraszam,często jestem sam i nie zważam na słowa..-Dodałem.
-Nie szkodzi-Uśmiechnął się chłopiec-Może w czymś pomóc?
-Nie,nie trzeba.Logan znów chyba schował go gdzie indziej.Chowa go jak ludzi w czasie drugiej wojny światowej,a później znaleźć nie można!
-To może zapytaj go,co?
-I wiesz co? Chyba tak zrobię-Powiedziałem z uśmiechem-LOOOOGAN ! -Zawołałem.
-TAAAK?!-Usłyszałem po chwili.
-JESTEŚ ?!
-NOO! A CO!?
-TO WEŹ ZEJDŹ!
-JUUUUUŻ!
Swoją drogą,to była bardzo ciekawa konwersacja.
-Cześć-Przywitał z uśmiechem wchodząc do salonu.
-Hej!-Przywitała Sara.
-Cześć..-Przywitał nieśmiało Dylan.
-Dobra…Logan,gdzie znowu schowałeś gramofon?
-Yyy powinien być tu…-Powiedział podchodząc do innej szafy.
Za chwilę wygrzebał z niej nasze stare,grające cudo.Nie kazałem mu,ale go podłączył.
-No! Możecie zakładać płytę-Powiedział .
-Dobrze,to jak…Abbey Road?
Dylan pokiwał głową.Włączyliśmy więc jego nową płytę.Usadowiłem się wygodnie obok Dylana.
-Come Together?-Zapytał.
-Tak…Wspaniała jest.
-Jedna z moich ulubionych-Uśmiechnął się szerzej.
Chwyciłem kartkę i długopis,leżące na stoliku i zacząłem pisać.”Mam nadzieję,że słuchając tej płyty przypomnisz sobie o mnie.Uwielbiam Cię przyjacielu! ~Kendall”-Napisałem po czym włożyłem do okładki na płytę.
-Taka tam mała dedykacja-Uśmiechnąłem się.
-Dziękuję ci za wszystko Kendall.Jesteś wspaniały!
-Drobiazg-Mówiłem-Hej…A do której możesz tu być?
-Do 16.30 maks.Później muszę wracać.
-No dobra,to o 16.00 wyjdziemy i cię odprowadzę.Mamy jeszcze dużo czasu.
***Oczami Logana***
Siedziałem z Sarą w kuchni,rozmawialiśmy sobie.
-Kendall będzie kiedyś dobrym ojcem-Powiedziała Sara.
-To widać.Troszczy się o tego chłopca jak o swojego brata,czy nawet dziecko.
-Taki dobry człowiek,a tak mało ma szczęścia…
-Bo sam do tego nie dąży-Mówiłem-Chciał być w zespole? Starał się i to osiągnął.Chcę znaleźć szczęście? Musi przestać kierować się zasadą”przyjdzie samo”.Poza tym…Ma dom,pieniądze,rodzinę,przyjaciół,fanów na całym świecie…Czego może mu brakować?
-Może miłości?-Zapytała-Można mieć to wszystko,ale potrzebna jest tylko miłość.Nie ma nic ważniejszego na świecie od miłości.All You Need is love!
-Czyli ja mam wszystko przy sobie-Powiedziałem całując ją w policzek.
-Ja też cię kocham-Oplotła swoimi rękami moją szyję.
Patrzała mi w oczy,bawiła się moimi włosami i nuciła jakąś piosenkę.
***Oczami Kendalla***
Miło spędzaliśmy czas.Niestety czas szybko minął,nastała godzina 16.00.Na szczęście zdążyliśmy przesłuchać całą płytę.Później zaczęliśmy się zbierać i wyszliśmy.Znowu odprowadziłem go pod samą bramę.
-Dziękuję ci Kendall jeszcze raz za wszystko! Uściskaj ode mnie swoich przyjaciół!-Powiedział i zniknął w bramie.
Wracałem więc sam.Jeden chłopiec,a tak potrafił zmienić na jakiś czas moje życie,że to jest aż nie wyobrażalne.Niestety problemów ciąg dalszy nastąpił,kiedy w drodze do domu spotkałem Dianę.Nie mogłem przejść obok niej obojętnie.
-Hej Diana-Przywitałem.
-Cześć Kendall.
-I jak?Namyśliłaś się?Może jednak ci pomogę?
-Kendall mówiłam,ja nie chcę pomocy…Z resztą ,to tylko dla twojego dobra…-Już chciała iść,ale złapałem ją za rękę i przyciągnąłem do siebie.
-Słuchaj,o jakie moje dobro ci chodzi?Czy tu jest coś nie jasne? Czy coś mi grozi ?Odpowiedz na te pytania.A może coś grozi tobie?
-Kendall…Nie mogę ci powiedzieć.Chcę tylko byś był bezpieczny.Ja sobie dam radę.Tylko proszę…Trzymaj się z daleka,tyle pomożesz mi i sobie-Mówiła ściszonym głosem.
-Diana,ale tak być nie może…Ten kryminalista przecież cię bije,ja to widzę.Mieszkam przecież obok ciebie.Proszę,pomóż mi tobie pomóc.
-On nic mi nie robi…Po prostu zostaw mnie,dla swojego i mojego bezpieczeństwa.To nie jest takie łatwe.
-Ale ja pomogę.Kiedy tylko to potrzebne,potrafię zgromadzić taką armię policjantów,że mała bania.Jako gwiazda mam do tego prawo.Oni dadzą radę!-Tłumaczyłem.
-Kendall…Proszę cię…Zostaw mnie,tylko o to proszę-Powiedziała i odeszła.
Nad moim światem znowu zapanował cień.Czemu ona nie da sobie pomóc?Nie wiem,ale tak tego nie zostawię.
_______________
Ooo masakra ;/ ;D Ciekawostka:
*Autorka tego tekstu naprawdę słuchała „Abbey Road” pisząc ten tekst :D

    • Wszystkich wizyt: 14564
    • Dzisiaj wizyt: 2
    • Wszystkich komentarzy: 377